Ktoś zjawił się znikąd i od razu zaciekawił muszkieterów. Był jak oni odważny, bohaterski i zawsze gotowy do walki. Jednak lubił mówić, a właściwie robił to cały czas i często pakował się w kłopoty. -Cześć d 'Artagnan!-głośno krzyknął Ktoś. -Cześć!- przyjacielsko odpowiedział mu d 'Artagnan.-Musimy pomóc Portosowi! Kardynał go porwał-dodał. -Oczywiście, że mu pomożemy- powiedział Ktoś i razem udali się do przyjaciela. Kiedy byli na miejscu, Ktoś zapytał: - Co mam robić? - Ciiiiii...- szepnął d' Artagnan- mogą nas zauważyć. Było już za późno, Kardynał zbliżał się do Ktosia i d' Artagnana. -Dobrze- powiedział szybko d' Artagnan- Ty uwolnisz Portosa, a ja będę walczył- wydał polecenie jak zawsze opanowany d' Artagnan. - Zgoda- powiedział wystraszony Ktoś. Po czym znalazł Portosa, a następnie uwolnił go. - Zadanie wykonane!-pochwalił się. - Dobra robota- przyznał pełny podziwu d' Artagnan. Następnie Ktoś jak zwykle coś zauważył. Patrzył w kierunku wielkiej, czarnej, błyszczącej i niesamowitej rzeczy, która swym wyglądem przypominała potężną rurę ciągniętą na olbrzymich kołach, a następnie zaciekawiony zapytał: -A co to jest? Nie czekał na odpowiedź i ruszył w upatrzone miejsce. d' Artagnan zorientował się, że Ktoś biegnie w kierunku armaty i chcąc go zatrzymać zaniepokojony wrzasnął: -Stój!Stój!Uważaj! Nie idź tam! To armata! Było jednak za późno. Armata wystrzeliła, a Ktoś... zginął. Jak potem się okazało poległ nie od kuli armatniej, lecz od miecza. Został zaatakowany przez ludzi Kardynała Richelieu.Muszkieterowie żałowali nowego kolegi. -Szkoda, on był fajny- smutno powiedział Portos. Następnie trzeba było pochować Ktosia. Muszkieterowie postanowili pochować go w tunelu, w którym będą go codziennie odwiedzać.
Było piękne ciepłe popołudnie. W tunelach pod Paryżem rozgrywała się dramatyczna scena.
-Będę tęsknił ukochana!- d'Artagnan powiedział ckliwym i ciepłym głosem do swej wybranki
Czarnowłosa Rossa spojrzała głęboko w jego piękne, błyszczące oczy. Zza swej błękitnej maski ledwo co mogła je dojrzeć.
-Ale ja nigdzie nie wyjeżdżam!?- krzyknęła zdziwiona i przerażona.
Znienacka zakochani usłyszeli dochodzące z głębi korytarza groźne i głębokie tupanie. Z ciemności wyłoniła się tajemnicza postać:
-Zostaw ją! Co ty robisz!? Ona jest moja!- krzyknął. Był to brzydki, jednooki Rochefat.
-Uważaj ukochana! Ktoś się do nas zbliża!- krzyknął przerażonym głosem d'Artagnan
-Co ty robisz z moją kobietą!?- wrzasnął zdenerwowany Rochefat
Rozzłoszczony Rochefat porwał Rosse na ręce. Zaczął uciekać z przerażoną kobietą w głąb korytarza. Jej długie, czarne jak smoła włosy powiewały na wietrze. Ciągle spadająca jej z twarzy błękitna maska przeszkadzała jej w złapaniu tchu.
D'Artagnan ruszył w pościg. Parę razy prawie przewróciłby się, ponieważ jego szabla wplątywała mu się pomiędzy nogi.
-Zostaw ją, ty łajdaku!!- wściekle i morderczo krzyczał d'Artagnan
Z głębi korytarza dochodził zrozpaczony głos bladej i sinej z przerażenia Rossy
-Ratuj ukochany!!
-Ha ha ha!!- śmiał się złowieszczo na cały korytarz Rochefat. Jego dudniące kroki rozbrzmiewały głośno odbijając się od kamiennych i wilgotnych ścian.
Po trzech stoczonych pojedynkach, d’Artagnan i Rochefort,
dawni wrogowie - zaprzyjaźnili się.
Wspólnie postanowili wypełnić trudną misję, aby po raz kolejny król uniknął
kłopotów.
Przyjaciele mieli wykraść list królowi i w tym celu spotkali
się w pokoju d’Artagnana, by obmyślić plan.
-Mam plan! - powiedział d'Artagnan
-Jaki? - zapytał Rochefort
-Ukradniemy list królowi. Musimy się tylko do tego dobrze przygotować - Odpowiedział d'Artagnan
-Zgoda - potwierdził Rochefort
Po kilku dniach d’Artagnan i Rochefort kupili na targu
potrzebny im sprzęt. Przygotowali maski i łopatę. Zabrali szpady i pieniądze,
gdyby musieli kogoś przekupić. Udało im także znaleźć klucze do zamku i kilku komnat,
w czym pomogły im śliczne służki. Młody gwardzista bał się, że i tak nie
wykradną pożądanego listu. Założyli maski i pełni lęku wyruszyli na wyprawę do
zamku.
-Musisz założyć maskę, by nas nikt nie rozpoznał - zaproponował d'Artagnan
-Dobrze - zgodził się jego kompan
Bohaterowie szli pod osłoną nocy, oglądając się często za
siebie. Wreszcie dotarli do zamku. Wciąż obawiali się o powodzenie planu. Udało
im się ominąć strażników i dojść do bramy.
-Tutaj. Musimy wejść tędy. Znam drogę do komnaty króla, gdzie najprawdopodobniej jest list - szepnął Rochefort
-To chodź szybko! Bądź ostrożny! - odrzekł d' Artagnan
D’Artagnan i jego wspólnik bez trudu dostali się do komnaty
króla. Zmęczony giermek spał pod drzwiami i ani drgnął. Kiedy weszli do środka,
zobaczyli ogromne łóżko, szafę, krzesło i stół. Przy ścianie stała skrzynia
zamknięta na klucz. Na szczęście w pokoju nie było nikogo, ale i tak musieli
być bardzo cicho i działać szybko.
-Tu na pewno schowany jest list - powiedział d'Artagnan wskazując ręką na skrzynię
-W takim razie ją otwórzmy - odpowiedział Rochefort wyciągając pęk kluczy
D’Artagnan i Rochefort otworzyli skrzynię. Dopasowanie
klucza nie zajęło im wiele czasu. Niestety – skrzynia była pusta. Wtedy
zorientowali się, że to pułapka…
-Co? Tam nic nie ma! - zdziwił się Rochefort
-To pułapka! - przestraszył się młodzieniec
W tej samej chwili dobiegł ich hałas z korytarza. D’Artagnan
chciał się ukryć, ale nie mógł znaleźć dobrej kryjówki. Okien też nie dało się
otworzyć. Obaj przerazili się. Rochefort
wydał z siebie pełen grozy jęk . Nagle, usłyszeli zgrzyt otwierających się drzwi
i do komnaty wszedł król. Okazało się, że władca trzymał w ręce list, którego
szukali.
-Jako król nakazuję wam stać! - rozkazał władca
-Każę was aresztować i wtrącić do lochu za włamanie się do mojego zamku i próbę kradzieży.
D’Artagnan i Rochefort zostali wtrąceni do zamkowego lochu. Stracili
maski i szpady. Obaj woleliby zginąć w walce. Nie wypełnili misji i zawiedli. Wiedzieli,
że mogą zostać w więzieniu na zawsze.
Następnego dnia stanęli przed obliczem króla. Ten spytał
ich, dlaczego chcieli wykraść list. Wytłumaczyli, że chcieli to zrobić dla
dobra kraju i króla. Władca wiedział, że ma do czynienia z ludźmi honoru i
zwrócił im wolność. Dużo później człowiek, który zlecił im tę misję, poinformował
przyjaciół, że król nigdy nie wysłał fatalnego listu.
Pewnego dnia d'Artagnan szedł drogą i zobaczył karetę, która się zatrzymała. Wyszedł z niej wściekły Rochefort.
-Gdzie jest Ludwik Bonjour miał oddać mi pieniądze - powiedział Rochefort
Hrabia przyjechał do niego, ponieważ nie oddał mu pieniędzy, które hrabia miał oddać Hrabiemu Baie.
Nagle Bonjour, też w nie dobrym humorze wyszedł.
-Oddaj mi pieniądze - wrzasnął Hrabia
-Nigdy!- krzyknął Bonjour
-A więc walcz! - odpowiedział Rochefort
Zaczęli walczyć, ale Ludwik nie mógł oddać mu pieniędzy pana Baie, a nawet nie chciał, bo je gdzieś zgubił. W tym samym czasie szalony koń zaczął gonić przerażonego d'Artagnana, a on schował się do mieszkania sprzedawcy owoców, pana Pomme, który nie zamknął mieszkania, bo klucz zostawił na stole, a on bardzo się śpieszył. Okazało się, że to właściciel domu ukradł pieniądze Ludwikowi i poszedł na targ oddać je panu Myrtille, ponieważ przegrał u niego w karty. Gdy muszkieter tam wszedł zobaczył psa i szybko wyszedł. Na szczęście koń już poszedł, bo Rochefort upuścił szpadę zawołał konia i uciekł. Po tym d'Artagnan poszedł do Ludwika zapytać go, czy potrzebuje pomocy, ale nie zdążył, bo nie wiadomo skąd wyjechał koń z Rochfortem i przejechał Ludwika.
-Haha- zaśmiał się Rochefort
Hrabia myślał, że odzyska pieniądze i zaczął się śmiać, ale pieniądze trafiły do Hiszpanii.