Karnawał na Dziewiczej

Trojański Komputer

poniedziałek, 25 stycznia 2016


Narrator: Magnus

  Minęły 53 minuty i siedem sekund. Mogliśmy wreszcie wyjść z tunelu. Kręciło mi się w głowie, ciarki przechodziły mi po plecach, serce biło jak oszalałe. Chciałem wracać… Ciekawość jednak zwyciężyła.

Okazało się, że jestem na piaszczystej plaży. Czułem dotyk wiatru wiejącego od morza. W oddali widać było bramę prowadząca do Troi, umieszczona była pomiędzy dwoma pasami potężnych murów obronnych - zewnętrznych i wewnętrznych. Po prawej stronie dostrzegłem monumentalne wieże oraz świątynię Ateny, otoczoną kolumnami w stylu doryckim. Po lewej zauważyłem w oddali sylwetki pasterzy. Pomyślałem, że chciałbym na chwilę znaleźć się w gaju oliwnym albo skosztować słodkich winogron. Może są tu gdzieś blisko.

Lilly zawołała:

- Patrzcie, to Grecy podpływają!  Widzę Achillesa i jego armię! Jest też Odyseusz!

Odpowiedziałem:

- Musimy się schować. Merlin, nagrywaj to kamerą.

- Dobrze, tylko przypomnij mi jak się ją włącza- odpowiedział Merlin.

Ukryliśmy się w świątyni. Okazało się, że nie ma z nami Lilly. Została porwana przez Achillesa. Nie wiedzieliśmy, jak jej pomóc. Poprosiłem Merlina, by coś wyczarował:

- Może ogromnego pająka, który ugryzie Achillesa w stopę – zaproponował.

- Nie cierpię pająków, lepiej coś innego… - odpowiedziałem.

- Może ogromny klown? – wymyślał dalej Merlin.

- Lilly boi się klownów… Może lepiej robota albo mechanicznego konia trojańskiego – zaproponowałem.

Merlin wyczarował konia, jakiego Trojanie nigdy nie widzieli. Był zrobiony ze stali, lśnił w słońcu. Jego wnętrze wypełniały najnowocześniejsze komputery. Zostały zaprogramowane do ratowania Lilly. Nie mieliśmy za wiele czasu. Achilles chciał złożyć Lilly w ofierze Hadesowi.

Naszym sprzymierzeńcem okazał się Hektor, który odwrócił uwagę Achillesa. Zaczął opowiadać o swojej odwadze i niezwykłych umiejętnościach posługiwania się mieczem. Mogliśmy w tym czasie wprowadzić naszego stalowego konia.

Achilles był tak zaskoczony, że bez chwili zastanowienia oddał nam Lilly.

Byliśmy szczęśliwi, że znów jesteśmy razem. Ukryliśmy się w naszym niezwykłym komputerowym koniu. Na ukrytych ekranach monitorów oglądaliśmy bitwę Greków z Trojanami. Nigdy nie czułem większych emocji. Było lepiej niż w kinie.

 Moja mama pewnie powiedziałaby: „To nie jest film dla dzieci, zbyt wiele w nim brutalnych i krwawych scen”. I faktycznie - nigdy nie widziałem tylu zabitych, rannych. Pierwszy raz zobaczyłem łuki z drewna, wzmacniane rogiem i kawałkami ścięgien, włócznie, miecze.

    Merlin utrwalał wszystko na komputerach, żeby Albert mógł potem wszystko zobaczyć.  Wiedzieliśmy, że to będzie niezwykły materiał na naszą pracę na historię. Wojna trojańska toczyła się przecież na naszych oczach…

Jakub




dokończenie fragmentu książki (zuza)

                                           PAMIĘTNIKI ZUZY RUDEGO KOCIĄTKA
                                                 13.07.1997r. WYPRAWA DO TROI.
                                                                      
  • SŁOWA W RÓŻOWYM KOLORZE ZOSTAŁY UŻYTE ZE STRONY 155 TAK JAK PANI  PROSIŁA. ZASTOSOWANO ICH W TEKŚCIE 23/10

...Lili zaczęła już powoli opuszczać rękę, na szczęście Merlin (robot pomagający dzieciom) przy użyciu podnośnika trzymał jej rękę oraz oczywiście "dudka" (bo tak dzieci nazwały kryształ do podróży w czasie ) w górze. Nagle usłyszeli jakby dzwonek, był to dźwięk wydobywający się ze stopera, znak, że to już właściwy "czas". Po chwili dzieci były już w starożytnej Troi. Kiedy wyszły z tunelu znalazły się w małym, skromnym domostwie należącym do ubogiego a poza tym starego  pasterza. Miał żonę piękną Helenę, dwie młode córki (Klołi i Zołi). W domostwie nie zabrakło także miejsca dla zwierząt; starego, wyliniałego, szarego, kota w czarne paski, miał on śliczny różowo-łososiowy nosek oraz cudne pobłyskujące oczy  w żółto-pomarańczowym kolorze, osiołka, kilka kur, owiec, i małą kózkę. Magnus przywitawszy się zaczął opowiadać małej rodzinie o tym skąd jesteśmy dokąd podążamy, i takie tam różne. Magnus cały czas pytał biedną skołowaną Lili. "Prawda Lili?". Pasterz zgodził się nas przenocować w swym domu za cenę piętnastu z pięćdziesięciu monet które przed wejściem do portalu podarował nam Albert. Lili bała się, że trzydzieści pięć monet to za mało w Troi. Pasterz zapewnił ją jednak, że wystarczy im na jedzenie, picie i nocleg przez dwa dni w Troi. O ile ktoś ich nie oszuka, bo są tacy co chętnie oszukają nowych, małych i zagubionych przybyszów. Chatka stała w górach na skalistym zboczu. Ciszę nocną zakłócała tylko cicha i melancholijna muzyka wytwarzana przez cykady skaczące po polach oraz głośne i denerwujące nie melodyczne chrapanie Lili. Miałam już dosyć siedzenia w ciemnym, śmierdzącym serem pleśniowym  plecaku więc zaczęłam miaułczeć tak głośno i tak żałośnie, że gdyby nie fakt że byliśmy tam tylko my to bym obudziła z pół dzielnicy. Rozbudzone i wystraszone dzieci podeszły z wolna do plecaka, następnie Magnus otworzył go i wyciągał po kolei:  aparat, namiot, mozaikę i tak dalej, aż w końcu dokopał się do mnie małej puchatej kulki sierści w rudym kolorze. "Zuzia!!!" zaczęły kolejno powtarzać dzieci "Zuzia, Zuzia, Zuzia!!!". I tym sposobem minęła godzina albo dwadzieścia minut, a może trzy no cóż koty nie znają się na zegarku. Magnus włożył mnie do szuflady i poszedł spać. Lili nie mogła spać. Podeszła do szuflady w której leżałam, wyjęła mnie i zabrała do swojego łóżka. Położyła się na plecach i zaczęła mnie głaskać po łebku.Mrrr... Prrr... mruczałam właśnie w ten sposób dopóty, dopóki nie zasnęłam snem głębokim. Zbudziły mnie dopiero krzyki i tupot ludzi którzy się spieszą. Byli to właśnie moi mali państwo oraz pasterz, pasterka i ich córki. Okazało się, że kiedy spałam  oni już wszystko ustalili i że Klołi i Zołi pójdą z nami. Najpierw się ucieszyłam, że pójdą z nami ale to była przedwczesna radość. Cóż ale nie uprzedzając faktów. Szliśmy tak sobie piaszczystym brzegiem niedaleko pięknej zatoki. Lili niosła mnie w kapturze. Widziałam wiele rzeczy na przykład żołnierzy, kapłana, gaj oliwny, ogromne dzbany na oliwę, wodę, różne krajobrazy głównie w zieleni, rolników zbierających oliwę, kowala wykuwającego tarczę, garncarza i wiele innych.
    Po długiej drodze dotarliśmy do zamku. Zauważyłam tam księcia troi - Parysa. Gdy zauważyliśmy wojska natychmiast uciekliśmy do portalu gdzie chcieliśmy pożegnać się z Klołi oraz Zołi. Nagle Klołi  przeszła przez głowę nowa  myśl. Wskoczyła na gigantyczną skałę i  już miała na nas zepchnąć kamienie ale Zołi na całe szczęście powstrzymała ją. Ufff... umknęliśmy, niestety kosztem Merlina (naszego robota). Lili w zamian za ratunek podarowała Zołi mnie.  Po powrocie Albert został zasypany opowiadaniami o przygodzie, o pasterzu, o Zołi i Klołi, o mnie, o skałach i w ogóle o wszystkim.
   To była przygoda która zostanie w sercach obu dzieci i ich kotka, no, bo w sumie teraz to już należę do Zołi i już nie jestem małym kotkiem tylko dużą kotką o tak samo rudym i pachnącym futrze jak dawniej.
                                   



                                 DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ! I ZA CAŁOŚCIOWE
 PRZECZYTANIE TEJ HISTORII. LICZĘ ŻE SIĘ PODOBAŁO I POZDRAWIAM ZUZA:)

Historii zmieniać nie wolno.

niedziela, 24 stycznia 2016

  Mój krótki sen przerwała niewygoda związana z czymś twardym, co znajdowało się pod moimi plecami.
- Pani! O Pani! – zaczęły wołać kobiece głosy.
Szybko otworzyłam oczy i oślepił mnie blask pochodni, trzymany przez klęczące wokół mnie postacie, wśród których dostrzegłam osobę przypominającą kapłankę.
- Apsik – kichnęłam wyczuwając dziwny zapach. W powietrzu dało się odczuć woń kadzideł i różnych olejków. Posadzka, ozdobiona mozaiką, na której leżałam, była chłodna. Gdzie byłam? Co robiłam przed położeniem się spać? Te pytania kłębiły się w mojej głowie. Pamiętam tylko, że kilka godzin wcześniej przygotowywałam przedstawienie razem z kolegą i koleżanką. Przypomniałam sobie, że miałam być Ateną, Maja – zabawnym Dionizosem, a Wiktor – poważnym Posejdonem.         Obserwując otoczenie zdawało mi się, że naprawdę przeniosłam się w tamte czasy. Jak to się stało, że znalazłam się w epoce antyku i mitycznych bohaterów? Czy sprawił to teleport?

  Cudem udało mi się wydostać z budynku świątyni, przekonując wcześniej kapłanów, że mam do wykonania ważną misję w tym mieście. Rzeczywiście wyglądałam identycznie jak Atena, o czym przekonałam się, porównując rzeźbę bogini i równocześnie swoje odbicie w fontannie. W końcu znalazłam się na rynku starożytnego miasta. Wokół mnie biegali żołnierze, kilka kroków dalej dostrzegłam grupę dostojnie wyglądających postaci. Okazało się, że wraz z wyglądem nabyłam nadnaturalne zdolności bogini. Z odległości kilkudziesięciu stóp bez trudu usłyszałam fragment rozmowy, a właściwie kłótni:
- Powinniśmy im oddać Helenę, Priamie - odezwał się najwyższy mężczyzna.
- Mój brat jest prawdziwym tchórzem, ojcze – powiedział urodziwy młodzieniec.
- Nie tchórzem, tylko patriotą. Ty zaślepiony miłością głupcze! – Wzburzył się ten, który musiał być Hektorem.
- PAX!!!!* Moi ukochani synowie kłócą się, a Troja jest zagrożona – odrzekł wiekowy król.
  Nie potrzebowałam więcej wskazówek, żeby wiedzieć, że znalazłam się w samym sercu wojny trojańskiej. A owymi postaciami byli: antyczny heros Hektor, król Troi Priam oraz ten, który był sprawcą całej wojny książę Troi – Parys.
Rozmyślania przerwał mi szum skrzydeł, a chwilę później ciężar na mym ramieniu. Sowa – pomyślałam – ptak, który jest moim symbolem. Zdziwiłam się kiedy dostrzegłam czarne pióra, a więc jednak to był kruk. Tego dnia nic nie mogło mnie już zaskoczyć, więc ze stoickim spokojem przyjęłam fakt, że rozumiałam to, co mówił do mnie ptak. Z jego historii wynikało, że nazywa się jak słynny czarownik Merlin, a w te czasy, kruka i jego przyjaciół, którzy teraz potrzebują pomocy, przeniósł magiczny portal.
  Z lekcji historii pamiętałam, że Troja wkrótce upadnie, a mnie i towarzyszom Merlina grozi niebezpieczeństwo. Prędko udałam się na brzeg Morza Jońskiego. Było ono z jednej strony pełne piaszczystych plaż, a z drugiej skalistych klifów. Z daleka, w zatoce, zobaczyłam dwójkę dzieci uwięzionych między skałami.
- To Lilly i Magnus, moi przyjaciele, którym musisz pomóc – wykrakał kruk, zaraz potem wskazując na morskiego potwora płynącego kilkaset metrów od brzegu Troi.
Jako Atena przypomniałam sobie o moim podarku dla Belerofrona, czyli magicznym wędzidle, które pozwoliło ujarzmić Pegaza. Kilka chwil później dosiadałam już skrzydlatego konia. Czułam, że moją przeciwniczką w tej walce jest Hera wciąż pałająca żądzą zemsty na Parysie, który to nie jej, lecz Afrodycie przyznał jabłko. Potwór miał najpierw pożreć dwójkę niewinnych dzieciaków, a później wyruszyć na Troję. Gdzieś w oddali słyszałam walkę. Za chwilę ulubieniec prawdziwej Ateny, Achilles, stoczy śmiertelny bój z Hektorem.
Choć byłam po stronie Hektora, wiedziałam, że historii nie powinno się zmieniać. Wykorzystując swoją wiedzę, atakowałam stwora morskiego z powietrza, tak jak Perseusz bronił Andromedy. W końcu zmęczona zadałam ostateczny cios stworowi. Lilly i Magnus byli wolni. Szczęśliwe dzieciaki dały znak Merlinowi, który przekazał wszystko Albertowi. W sumie chodziło o to, że znaleźli to, po co tutaj przybyli, a ich przyjaciel może ich ściągać do teraźniejszości. Wystarczyło odnaleźć właściwe miejsce do skoku w przyszłość.
Kiedy odnaleźliśmy „tunel czasu” Lilly odwróciła się stwierdzając, że dzięki pomocy Ateny można by uratować Troję.
- Nie wolno zmieniać biegu historii – odpowiedziałam.
- Jesteś mądra i rozważna, jak sama bogini Atena – usłyszałam ciche ,,kra, kra” kruka Merlina.
- Pozwól tylko, bym zapamiętał twe prawdziwe imię. - dopowiedział czarny ptak.
- Nika – rzuciłam pospiesznie, kiedy znikali w tunelu.
- Nike, jak zwycięstwo. Zapamiętam – usłyszałam głos z oddali.



*Pax (z łac. pokój, spokój)                                                                 Weronika G.
 
FREE BLOG TEMPLATE BY DESIGNER BLOGS